Nietypowa sprawa w sądzie

Warszawski sąd ma do rozstrzygnięcia naprawdę nietypową sprawę. Poszkodowaną czuje się jedna z klientek zakładu jubilerskiego w stolicy. Oddała ona pół roku temu do przerobienia komplet kolczyków i łańcuszek. Zamiar był taki, aby wszystko to razem zamienić na jeden naszyjnik. Biorąc pod uwagę ile ważyła cała biżuteria, końcowy efekt miał być imponujący. Tymczasem po odebraniu naszyjnika, klientka stwierdziła, że biżuteria ta nie odpowiada jej oczekiwaniom. Po prostu stwierdziła, ze jest ogólnie mówiąc, brzydka. Oczywistym dla rozczarowanej klientki było żądanie od jubilera, aby ten zwrócił jej pieniądze za zmarnowany surowiec. Oprócz tego, zażądała pół miliona złotych odkodowania za straty moralne. Jubiler broni się, mówiąc, że podczas półrocznych prac nad nowym naszyjnikiem, niejednokrotnie pokazywał efekty swojej pracy klientce i ta ani razu nie wniosła nawet najmniejszych zastrzeżeń. Na pytanie sądu o ten fakt, kobieta stwierdziła, ze pokazywano jej zupełnie coś innego. Pikanterii dodaje sprawie fakt, że nie chodzi tu tylko o pieniądze, jakie miałby zapłacić jubiler, ale o coś znacznie większego i bardziej drogocennego. Chodzi mianowicie o reputację. W branży jubilerskiej jest ona podstawą działania i trzeba na nią zapracować sobie długimi latami. Sąd ma niewątpliwie trudny orzech do zgryzienia a warszawska prasa już zdążyła wszystko to podsumować jednym stwierdzeniem, że jest to mianowicie biżuteria niezgody. Pewnym jest też fakt, że niezależnie od werdyktu, naszyjnik ten pozostanie jednym z najbardziej znanych w naszym kraju.